O trychologach jeszcze niedawno w ogóle się nie słyszało i nie mówiło. W Polsce pierwszy gabinet powstał w 2006 r. Ta tajemnicza nazwa oznacza specjalistę zajmującego się tylko i wyłącznie włosami oraz skórą głowy. Jego zadaniem jest dokładna analiza stanu skalpu (czyli po prostu skóry głowy!), cebulek naszych włosów, ewentualnych problemów, takich jak łupież, łuszczyca, a także łysienie. Powinien odpowiednio dobrać leczenie oraz pielęgnację – dostosowując ją do nas. Trycholog

A więc, czy w naszym przypadku, łysiejących facetów, warto się w to bawić? Biorąc pod uwagę, że łysienie to nie tylko kwestia estetyki – tak! Widzicie, można tak jak ja, trafnie wycelować w odpowiedni specyfik (Profolan rządzi 😀 ) i mieć po problemie. Można też się początkowo sparzyć – również tak jak ja z Dermeną albo tak jak jeden koleś opisuje tutaj: https://kucharskipatryk.wordpress.com  swoje próby z loxon 2%.

Czasem jednak warto mimo wszystko sprawdzić, czy to tylko kwestia genów i testosteronu, czy czegoś więcej. Cóż, w końcu zdrowie najważniejsze!

Czego więc można się spodziewać po wizycie u trychologa? Jak się do tego przygotować?

Generalnie taka wizyta to w większości oglądanie waszej skóry głowy za pomocą specjalnej mikrokamery. Do tego dochodzi pełny wywiad dotyczący ewentualnych przebytych chorób, stylu życia, diety, używek, stresów, dotychczasowej pielęgnacji i wypróbowanych sposobów walki z naszym problemem. Jeśli mamy wyniki badań krwi, możemy je ze sobą wziąć. Byle aktualne, a nie sprzed kilku lat ;D Jeśli nie mamy, nie musimy specjalnie iść na morfologię. Jeśli będzie taka potrzeba, trycholog takie badanie zaleci.

A jak się przygotować? Powinniśmy mieć umytą głowę mniej więcej 24 godziny przed badaniem. Świeżo umyta przed badaniem głowa nie pozwoli na odpowiednio trafną ocenę pracy gruczołów łojowych. Do tego zero wosków, lakierów czy innego żelu na włosach. Pewnie dotyczy to raczej kobiet, ale na wszelki wypadek dodam, że nie powinno się przychodzić również bezpośrednio po farbowaniu włosów. No i szczerość – wiadomo. Jeśli palisz jak smok i nie odmawiasz sobie alkoholu to przedstawiając się jako wzór cnót wszelakich nic nie zyskasz 😉

Koszt takiej wizyty? Oczywiście wszystko zależy od miasta, ale uśredniając – ok. 100 zł. Byłem, polecam. Okazało się, że spokojnie mogę bazować na suplementach, ale mam wolną głowę od myśli, że może problem tkwi gdzieś indziej! 😉

Po trzymiesięcznej kuracji Profolanem zauważyłem wyraźną poprawę stanu włosów oraz zahamowanie procesu łysienia. W momencie, gdy kończyło mi się trzecie opakowanie, pojawiła się myśl, co robić dalej – czy odstawić suplement, czy dalej brać? Postanowiłem, że przez kolejny miesiąc będę brał połowę dawki, potem zrobię przerwę, a następnie znów powtórzę kurację. Oprócz tego będę wspomagać się innymi metodami.

Jedną ze skutecznych metod, które mogą pomóc na łysienie, jest picie naparów z pokrzywy. Pewnie większości z Was popijanie ziółek kojarzy się z babciami i dziadkami, jednak jeśli chcecie wzmocnić włosy od środka, nie ma na to lepszego naturalnego sposobu, niż właśnie pokrzywa. W tym nielubianym chwaście, z którym zetknięcie powoduje parzenie i bąble, mieści się mnóstwo cennych składników, a wśród nich: kwasy organiczne, flawonoidy, fitosterole, garbniki, karotenoidy, witaminy (C, K, kwas pantotenowy, B2) oraz minerały (żelazo, krzem, magnez, wapń, mangan). Regularnie wypijane napary z pokrzywy pomogą Wam wzmocnić cebulki włosów, przez co będą one mniej podatne na wypadanie. Inną właściwością pokrzywy jest przyspieszanie porostu włosów i ogólna poprawa ich formy, co dla łysiejących może być bardzo cenne.

Jeśli macie czas oraz dostęp do niezanieczyszczonych obiektów zielonych, na których rośnie pokrzywa, możecie pokusić się o samodzielne zebranie i ususzenie jej liści. Możecie też nabyć ziele pokrzywy w sklepach zielarskich lub aptekach. W sklepach ze zdrowymi produktami znaleźć można także sok z pokrzywy. Jest bardzo cenny.

Łysienie to proces, który z roku na rok wydaje się zbierać coraz większe żniwa. Wystarczy rozejrzeć się wokół siebie, gdziekolwiek jesteśmy – na ulicy, w pracy, w pubie, w centrum handlowym… Łysieje coraz więcej młodych facetów, nawet studentom zaczynają rzednieć bujne czupryny.

Czy niedługo po świecie będą chodzić tylko łysi mężczyźni? Być może. Jeśli cywilizacja będzie szła w tym kierunku, w którym idzie i jeśli nie zaczniemy dbać o zdrowszy tryb życia, to na pewno. Bo to właśnie w tym tkwi sedno problemu. Dlaczego kiedyś łysienie dotykało dopiero mężczyzn w bardzo dojrzałym wieku, a dziś dotyka dwudziestolatków? Myślę, że duża to zasługa zanieczyszczonego środowiska, wszechobecnej chemii oraz naszych własnych zaniechań, co do zdrowia. Kiedy zauważyłem, że łysieję, zacząłem trochę czytać o możliwych przyczynach tego procesu w młodym wieku i niestety wyszło na to, że niemal wszystkie te czynniki da się dopasować do mnie. Oto najważniejsze z nich:

Po pierwsze – tytoń. Niestety należę do grona palaczy papierosów, a używka ta w istotnym stopniu negatywnie wpływa na zdrowie włosów.

Po drugie – zła dieta. To paradoks, bo z zawodu jestem kucharzem, więc teoretycznie zdrowe, dobre odżywianie, powinno towarzyszyć mi na co dzień. Niestety w moim przypadku przez długi czas sprawdzało się przysłowie, że szewc bez butów chodzi. Natłok obowiązków, brak czasu, sprawiały, że przez kilka lat odżywiałem się nieregularnie, często nawet niezdrowo, w zbyt znikomych ilościach. W mojej diecie na pewno były spore niedobory pełnowartościowego białka, witamin i minerałów – a te składniki pokarmowe odgrywają kluczową rolę dla zdrowia włosów.

Po trzecie – stres i przemęczenie. Początki w pracy kucharza, podobnie, jak w wielu innych fachach, bywają ciężkie. Zdobycie dobrej pracy zajęło mi trochę czasu i kosztowało mnie sporo nerwów. Kiedy już miałem intratne stanowisko, zacząłem pracować na wysokich obrotach. Cały czas brałem dodatkowe godziny, aby jak najszybciej móc kupić mieszkanie. Spałem zdecydowanie zbyt mało godzin, często byłem wyczerpany fizycznie i psychicznie – moje włosy chyba też to odczuły.